18 grudnia 2008 r.otwarta wystawa "Moje miasto Praga-mapa przyjaznych miejsc"

Spotykamy się od 19 marca 2009 roku

O gustach podobno się nie dyskutuje. Jedni lubią szkło, strzelistość, nowoczesność i lans, cała reszta jest z Pragi. Tym śmiałym wstępem rozpoczynam moją osobistą linię obrony dzielnicy, w której się urodziłam i wychowałam, miejsca magicznego i z duszą, swoistego miasta w mieście. Dlaczego muszę uciekać się do obrony? A to z tego powodu, że wokół prawobrzeżnej części Warszawy rozpościera się otoczka kwaśnego mitu praskiego, który powoduje, że Praga jest postrzegana jako odpowiednik nowojorskiego Bronxu. Czyli w skrócie: „Nie pojadę na Pragę, bo tam kradną, gwałcą i zabijają”.

Tego typu wypowiedzi słychać najczęściej z ust warszawiaków spacerujących ulicą Chmielną, mieszkańców Ursynowa, czy stałych klientów McDonalds’a przy Świętokrzyskiej. Wspólnym, łączącym ich mianownikiem jest fakt, że na Pradze nigdy nie byli, a jeśli już to „w przelocie”, zestresowani na tyle, że nie otworzyli oczu nawet na sekundę. Praga to nie dzielnica. To wspólnota ludzi specyficznych, worek kulturowy, artystyczny chaos pełen „relikwii praskich”. Tylko na Pradze zobaczysz ludzi trzepiących dywany na trzepakach, babcie sprzedające czosnek i serwety w przejściach podziemnych. Zapach kebabu, Dworca Wschodniego i rysunki kredą na ulicy dodają temu miejscu osobistego uroku. Już stojąc na którymkolwiek z mostów widać różnicę między lewą, neonową stroną Wisły i prawą- pogrążoną w półmroku, z pasmem dzikiej zieleni zakrywającej obszar pokryty warstwą tajemnicy. Praga nie jest dla każdego. Dobrze czują się tu artyści, którzy od kilku ładnych lat zakładają swoje pracownie, teatry czy knajpy i w końcu sami zakochują się po uszy kupując lub wynajmując mieszkania w kamienicach. Prażanie czują lokalność tego miejsca. Niejeden twierdzi, ze w pierwszej kolejności pochodzi z Pragi, a dopiero potem z Warszawy. Gdyby druga strona rzeki zniknęła z powierzchni ziemi, pewnie byśmy tego szybko nie zauważyli. Praska strona to oaza spokoju (mimo podejrzeń, że dzieją się tu rzeczy straszne). Życie tu jest jakby zwolnione i choć przed Centrum Handlowym „Wileńska” ludzie tłoczą się i mnożą, mają zawsze czas, żeby zerknąć na wielki zegar wskazujący również temperaturę powietrza. Pomnik „Czterech śpiących” fascynuje mnie od dawna. Niby jest, a tak jakby go nie było. Jest na tyle praski, że choć na co dzień go nie zauważamy, to gdyby zniknął, coś by się przy głównym krzyżowaniu Pragi popsuło. I wreszcie docierając do sedna: w czym Praga jest lepsza od reszty stolicy? Oprócz fenomenalnego klimatu, wielu zielonych miejsc, ciekawych osobowości i spacerów ulicą Targową, dzielnica ta jest pełna historii. Czas stanął tu w miejscu. Kostka brukowa, budynki z ponad stuletnimi schodami, niezniszczalny bazar Różyckiego to tylko część lokalnych relikwii, o których już wspomniałam. Praskie podwórka to osobliwe placyki z połamaną ławką, puszkami piwa pod klatką i obowiązkową kaplicą z Matką Boską podświetlaną wieczorami. Fenomen tej dzielnicy polega na tym, ze dziwnym trafem nie przyjmują się tu miejsca nowoczesne, nie pasujące do otoczenia. „Nove Kino Praha” mimo swej nazwy świeci raczej pustkami- widocznie słaby repertuar i popcorn nie przyciągają Prażan. Wolimy ciekawe knajpy przy ul. Ząbkowskiej, gdzie już niemal co wieczór spotkać można ludzi światka artystycznego czy telewizyjnego, którzy przyjeżdżają do nas z apartamentów na Powiślu.

Praski mit niebezpiecznej i patologicznej części Warszawy często mnie denerwował.

I choć do tej pory staram się z nim walczyć (a raczej walczyć o Pragę), to zauważyłam, że może właśnie dzięki takiej opinii miejsce, w którym mieszkam jest tak intymne, ciekawe i niedostępne dla większości ludzi. Jestem dumna, że tu robię zakupy, biegam po parku i oddycham tym powietrzem, czuję się niemal częścią elity praskiej, która nie przestaje mnie fascynować i przyciągać jak magnes. Bez hipokryzji i czczego gadania mogę w tym miejscu przyznać: „Nigdy nie chcę zamieszkać gdzie indziej”.

Asia

© 2017 Wszelkie prawa zastrzeżone