Karolina P."A dlaczego by nie?"

Witaj.

Zapewne zastanawiasz się, kto ja jestem. Otóż postaram Ci się trochę siebie przybliżyć. Mam na imię Karolina i - myślę, że to jest ważne, - jestem niewidoma. Tak, nie dziw się, że o tym mówię. Dla mnie to już nie jest problem, dla Ciebie może być. Po to właśnie piszę, żebyś spróbował poznać niewidomych i przestał się ich obawiać.

Niczym się nie różnimy od widzących ludzi. Potrzebujemy tylko trochę więcej pomocy i chyba ciut więcej zrozumienia. Potrafimy równie dużo jak widzący a czasem nie świadomi ryzyka rzucamy się na rzeczy, które nawet widzącym jeżą włos na głowie. O takiej jednej szalonej rzeczy chcę Ci teraz opowiedzieć.

W końcu maja i na początku czerwca tego roku miałam okazję uczestniczyć w rejsie żaglowcem Zawisza Czarny. Nie był to zwykły rejs. Pół załogi stanowiły osoby niewidome a pół - widzący. Ha, i już ci się oczy otworzyły szerzej? Żebyś jeszcze trochę się zdziwił to byliśmy pełnoprawną załogą, zmywającą pokłady, wystawiającą na wietrze na pokładzie, zmywającą naczynia w kambuzie i klarującą liny.

Wypłynęliśmy z Gdyni 26 maja. Naszym portem docelowym było Oslo. Mieliśmy w planie również zawinąć do Kopenhagi, Goetheborga i potem do Oslo. Jak na prawdziwy żaglowiec przystało byliśmy podzieleni na wachty. W każdej było siedem osób i oficer. Połowę wachty to były osoby niewidome. Oczywiście zabraliśmy na statek także gitary. Bywało nieraz, że siadaliśmy na rufie i graliśmy tęsknie wyobrażając sobie, jak to kiedyś było, jak żeglarze nie mieli silnika, który im pomagał płynąć, jak to nie mieli prądu i telefonów komórkowych na statku. Wtedy czuło się respekt przed morzem, które jest nieodgadnione i tajemnicze.

No dobrze, rozmarzyłam się trochę. Opowiem Ci teraz parę historyjek, które nas rozbawiły i wspominamy je teraz z uśmiechem i wzruszeniem. Tak właściwie mam taki plan: żebyś poznał i poczuł, że niewidomy, którego czasem zdarza ci się spotkać na ulicy, jest takim samym człowiekiem jak każdy inny.

Nie wiem czy mi uwierzysz, że jak bujało - a bujało przez jeden dzień to nie można było postawić dzbanka z herbatą na stole, bo na pewno by się wylał. Trzeba go było trzymać między nogami, że nie można było nalać pełnego talerza zupy, bo pewnie połowę miałoby się na ubraniu a druga połowa rozlałaby się po stole? Ech? naprawdę nie wiem co pisać.

Wspomnę, że jak miałam okazję wejść na bocianie gniazdo - jakieś 20 metrów nad pokład - to uczucie było niesamowite. Niestety, staliśmy wtedy w porcie i nie bujało. Ciekawe, jak by to było na morzu? Poznałam wielu wspaniałych ludzi - ma tu na myśli widzących, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z niewidomymi. Natychmiast umieli się znaleźć, wczuć w naszą sytuację, wiele rzeczy pokazać i przybliżyć.

Tak sobie myślę, że ten rejs był tak samo ważny dla nas niewidomych, jak i dla naszych widzących kolegów. Oczywiście mieliśmy różne mniej lub bardziej "twórcze" żarty z siebie, naszych słabości - i tutaj nie zdziw się za bardzo - również z tego, że nie widzimy. Wszyscy śmialiśmy się, że koleżanka weszła do łazienki i zobaczyła dwie dziewczyny myjące zęby przy zgaszonym świetle. Spytała dlaczego sobie nie zapalicie światła? A one zgodnym chórem powiedziały: po co? Wszyscy zaśmiewaliśmy się do łez. Oczywiście te dwie dziewczyny po prostu nie widziały i im naprawdę światło w łazience nie było potrzebne.

Myślę, że trzeba umieć zaakceptować swoją inność. Dobrze, jeśli umiemy to zauważyć i nawet czasem docenić. Pewnie sobie pomyślisz, że za wiele się o mnie nie dowiedziałeś. Myślę jednak że zasiałam w twojej głowie ziarno wątpliwości i że zaczniesz się zastanawiać. A jeśli spotkasz niewidomego na ulicy, to co najmniej spojrzysz na niego, nie będziesz już obojętny. Jeżeli będziesz odważny - to spytasz co robi, lub gdzie idzie i czy nie potrzebuje pomocy. Wierzę w ludzi i jeszcze się nie zawiodłam. Może to moja naiwność, ale w Ciebie też wierzę, myślę, że uda Ci się przełamać stereotyp biednego niewidomego żebraka. Bo już teraz wiesz, że to nie jest prawda, że niewidomy potrafią znacznie więcej, że potrafią zaskakiwać i być czynnymi ludźmi.

P.S. Dodam, by jeszcze bardziej Cię zaciekawić, jestem pierwszą w Polsce niewidomą absolwentką Dyrygentury Chóralnej warszawskiej Akademii Muzycznej. Ukończyłam ją w czerwcu 2006 roku z ogólnym wynikiem bardzo dobrym, uzyskując tytuł magistra sztuki. Gram na gitarze i śpiewam. A jak chcesz więcej o mnie wiedzieć - wejdź na stronę: www.fundacjapln.fr.pl/magazyn

Karolina P.

© 2017 Wszelkie prawa zastrzeżone